Urodziłem się osiem lat po wojnie, która jak miecz przecięła rzeczywistość. Jeszcze ludzie pamiętali, jak nad Pełczyskami przed wojną latał samolot pułkownika Hellera, który odwiedzał żonę we dworze. Lądowisko znajdowało się na łąkach nad Nidą.

Stare łączyło się z Nowym: maszerowano na Pierwszego Maja, jak kiedyś na jedenastego listopada, zamiast COP-u i Gdyni była Nowa Huta i Odbudowa Warszawy. A zamiast Śmigłego-Rydza, wisiał w szkole na ścianie – marszałek Rokossowski.

Ruiny synagog w Pińczowie, Działoszycach i innych miasteczkach przypominały, co tu się działo naprawdę. Byli partyzanci ukrywali przynależność do Armii Krajowej w imię wiecznej przyjaźni ze Związkiem Radzieckim.

Więcej…