Najtragiczniejszym wydarzeniem w życiu mojej mamy, wówczas małej dziewczynki, była śmierć jej ojca. W rodzinie nie mówiono o tym, ale dziadek lubił podobno wypić i wpadł w Ameryce w nałóg. Pewnie dlatego mama nigdy  w życiu nie tknęła kieliszka z alkoholem.

Dziadek po powrocie zza oceanu, gdzie pojechał szukać zarobku, rozchorował się i zmarł przedwcześnie, choć mama bardzo się modliła, żeby wyzdrowiał. Od tego czasu czuła się skrzywdzona przez los i już pozostała w pewnym sensie małą dziewczynką. Pies dziadka po pogrzebie nie chciał odejść od grobu swojego pana i pozostał na cmentarzu. Przychodził do domu tylko po jedzenie.

Przedwczesna śmierć dziadka unieszczęśliwiła moją mamę do końca życia. Czasami wydawało mi się, że ciągle śpi, budzi się na chwilę, patrzy na mnie rozumniejszym spojrzeniem, ale za chwilę znów zasypia.

Co niedzielę chodziła po wsi i zwierzała się sąsiadkom ze swoich cierpień. Przesiadywała  u pewnej pani, byłej pensjonariuszki szpitala psychiatrycznego w Kobierzynie. Najbardziej zaaferowana i pełna wigoru była, kiedy chorowałem  na anginę lub grypę. Miała o czym rozmawiać i skarżyć się na swój los sąsiadkom.

Zawsze chciała być w centrum uwagi, jak mała dziewczynka. żeby wszyscy o niej mówili, żałowali jej i współczuli. Czułem się zażenowany nie rozumiałem, do czego jej to potrzebne. I dlaczego nikt nie użala się nade mną, przecież to ja byłem chory?

Nikt nie przypuszczał, jakie piekło  działo się w naszym domu. Od rana krzyki awantury, wypominanie krzywd. Każda kłótnia rodziców kończyła się omdleniem matki. Ojciec biegł z kubkiem zimnej wody i nacierał jej skronie i czoło Po chwili matka, w całkowitym milczeniu, podnosiła się z podłogi i szła do kuchni, jakby nic się nie stało. Nie odzywała się przez najbliższe dwie godziny. Ojciec też milczał. Ja czytałem książkę, a właściwie udawałem, bo litery fruwały mi przed oczami. Do dziś nie wiem czy te omdlenia były prawdziwe, czy udawane?

Pamiętała wybuch wojny. Widziała jak tuż pod płotem ich domu padł ułan, uciekający przed przeważającym wrogiem. Mama bardzo przeżyła tę śmierć żołnierza, broniącego ojczyzny. Skarżyła się, że w czasie okupacji obaj jej bracia byli w partyzantce, a ona została sama z matką. Niemcy często robili naloty i rewizje w poszukiwaniu ukrytej broni.

Później przechodziła operację usunięcia woreczka żółciowego i po zabiegu wyjechała do sanatorium w Nałęczowie. Ciągle w głowie słyszę gwizd ciuchci z dzieciństwa na stacji w Złotej. W baraku ze starego wagonu bez kół. Czekam aż mama wróci z sanatorium, przytuli mnie i pogłaszcze po głowie.

W szufladzie, na dnie szafy, ojciec trzymał rodzinne fotografie. Najczęściej na zdjęciach widnieli uczniowie. Ustawieni w dwóch albo trzech rzędach, z górującymi z tyłu nauczycielami, którymi byli mój ojciec albo mama. Wśród fotografii mieliśmy też zdjęcie wujka z Ameryki. Wyruszył za ocean jeszcze przed wojną i ciężko pracował cale życie w chicagowskiej rzeźni. Wujek, w eleganckim garniturze i pod krawatem stał za wytwornym fotelem, w którym siedziała jego amerykańska żona. Wyglądała na niezbyt urodziwą, ale stanowczą kobietę.

Wujek z amerykańską żoną

Co jakiś czas, głównie z okazji świąt, wujek przysyłał list, a w tekturowych życzeniach tkwił banknot o niewygórowanym nominale. Ojciec postanowił odwdzięczyć się i napisać do wujka w Ameryce list, a także przesłać mu coś, co by go zobowiązywało do ewentualnego rewanżu. Zwłaszcza, że nauczycielskie pensje były marne, a ojciec marzył o przeprowadzce do miasta.

Cóż wówczas wiedzieli ludzie o Ameryce? Niedawno był kryzys kubański i słyszeliśmy tylko o imperialistycznych i wrogich dla świata poczynaniach Stanów Zjednoczonych. Ale wiedzieliśmy też, że jest to najbogatszy kraj na świecie. O pewnej pannie, która była ładna i zgrabna, mówiono, że wygląda jak „Żaklin”, żona prezydenta Kennedy’ego.

Co wujka w Ameryce ucieszy najbardziej, zastanawialiśmy się wszyscy troje? Stanęło w końcu, po długich dyskusjach, że będą to suszone grzyby. One przypomną mu ojczyznę, smak i zapach dzieciństwa. Ojciec opłacił bardzo wysokie cło i narzekał, że te grzyby dużo go kosztowały, a może nie będzie na nie żadnego sygnału zza oceanu.

Odpowiedź jednak nadeszła. Było to duże tekturowe pudło oklejone wieloma nalepkami. Z początku myśleliśmy, że paczka zawiera amerykańskie chustki na głowę. Chustki takie, o wyraźnych wzorach i agresywnych kolorach, były na wsi bardzo modne. Wyprzedziły swoją powszechnością i zasięgiem ortalionowe płaszcze i spotykało się je u kobiet w każdej okolicznej wsi.

Kiedy otworzyliśmy pudło, buchnął z niego silny zapach naftaliny. Ojciec powoli wyjmował przedziwne muśliny, które mnie kojarzyły się z filmem „Przeminęło z wiatrem”. Były to chyba firanki do okien, ale tak olbrzymie i paradne, że nie mogliśmy sobie ich nawet wyobrazić w naszym mieszkaniu. Poza tym zasłonki do półek kuchennych, które rozpoznaliśmy po wymalowanych jaskrawo, na purpurowym tle, wiktuałach, wędlinach, pieczeni i owocach. Ojciec powiesił je na szafce ze słoikami z marynatami. Resztę upchnęliśmy na dno szafy. W sumie ojciec był rozczarowany, bo wolał kiedy wujek wkładał do listu banknot dziesięciodolarowy

Po wielu latach, na starość, wujek z Chicago cierpiał na astmę i całe dnie przesiadywał na oszklonej werandzie, aby nie zaszkodziło mu miejskie powietrze, ciężkie od spalin i mgieł, unoszących się z pobliskich jezior. Niestety, kiedy zmarł, nie mogliśmy pojechać na jego pogrzeb. Było zbyt daleko.

***

W nagłówku widok Pełczysk autorstwa Rafała Lecha.