Tag: Zawinnica

10. Nasze szkoły

Kochaliśmy naszą starą szkołę, której rodowód sięgał bardzo daleko w przeszłość, gdzieś w okolice powstania listopadowego. Starych klas było tylko dwie i do tego mieszkanie nauczyciela, składające się z kuchni i dwóch pokojów, chociaż jeden był także częścią biblioteki i magazynem na pomoce szkolne. W połowie lat trzydziestych, przed wybuchem drugiej wojny światowej, szkołę rozbudowano, dodając szatnię, pokój nauczycielski i dwie klasy. Ta dobudowana część była znacznie wyższa, bo stara już zapadła się pod ziemię.

Więcej…

5. Pierwszy dzień wakacji

Jeszcze w półśnie słyszałem dobiegające z sadu ostre i przenikliwe gwizdy kłócących się wróbli. Pomyślałem z radością, że ptaki będą mnie budzić przez całe lato. Lubiłem wróble, ich kłótnie i przekomarzania się, radosne furkotanie skrzydełkami, przepychanki na gałęziach. Ostre nawoływania. Kryła się w nich cała radość życia.

Mieszkanie wypełniał intensywny zapach kwiatów, jakie rodzice otrzymali wczoraj od uczniów na zakończenie roku szkolnego. Było uroczyście. Odświętnie ubrani nauczyciele i uczniowie. Klasy przystrojone w kolorowe bibułki. Róże, gerbery, begonie, dalie, piwonie… Zerwane rankiem w wiejskich ogródkach pod oknami chałup, jeszcze wilgotne od rosy, pachnące chłodnym nocnym powietrzem. Do tego kwiatki polne: chabry i maki, które mama lubiła najbardziej. Bukiety w wazonach stały dzisiaj wszędzie, na stole, na radiu, na etażerce z książkami. Przez kratki firanek błądziły wśród nich smużki światła.

Więcej…

3. Bohaterski żołnierzyk

Boguś Zmarzły był ode mnie parę lat starszy. Jego dom stał niedaleko szkoły, gdzie mieszkałem z rodzicami, po drugiej stronie drogi, błyszczącej biało w słońcu, bo wzgórze zbudowane było z wapiennych margli. Wiele godzin spędzaliśmy razem, chyba że jego ojciec gonił go do pracy w polu lub w sadzie.

Boguś wciągnął mnie do zabawy papierowymi żołnierzykami, których wizerunki wycinaliśmy ze starych książek i czasopism. Każdy z nas miał swoją armię, rywalizowaliśmy kto będzie miał liczniejszą i lepiej wyposażoną. Czasem prowadziliśmy wojny w sadzie ojca Bogusia, a skrawki podartego papieru po naszych wojakach wiatr unosił w nieznane

Więcej…

2. Kotka zwana Kiciulką

Mama była ciągle obrażona i miała do ojca niekończące się pretensje o wszystko: że nie pilnuje porządków, że wyjeżdża za często zostawiając, ją samą i ogląda się za koleżankami. A najwięcej obrażała się o jakieś kompletne drobiazgi: nie tam gdzie trzeba położył łyżeczkę czy kubek, zostawił skarpetki na podłodze i tak dalej… Tembr głosu miała ciągle bardzo przykry, pełen pretensji, żalów i goryczy. Nigdy nie uważała się za winną. Zawsze była idealna, a w dodatku pokrzywdzona przez los.

Więcej…

© 2021 Latarnia Umarłych na Ponidziu

Theme by Anders NorenUp ↑