Boguś Zmarzły był ode mnie parę lat starszy. Jego dom stał niedaleko szkoły, gdzie mieszkałem z rodzicami, po drugiej stronie drogi, błyszczącej biało w słońcu, bo wzgórze zbudowane było z wapiennych margli. Wiele godzin spędzaliśmy razem, chyba że jego ojciec gonił go do pracy w polu lub w sadzie.

Boguś wciągnął mnie do zabawy papierowymi żołnierzykami, których wizerunki wycinaliśmy ze starych książek i czasopism. Każdy z nas miał swoją armię, rywalizowaliśmy kto będzie miał liczniejszą i lepiej wyposażoną. Czasem prowadziliśmy wojny w sadzie ojca Bogusia, a skrawki podartego papieru po naszych wojakach wiatr unosił w nieznane

Więcej…